wtorek, 17 kwietnia 2012

Rozdział 9

- Podejrzewam, że Olivia jest w ciąży. - powiedziała Meg.
- Jak to ?!
- Rozmawiałam z nią dzisiaj rano przed jej wyjazdem. Mówiła, że się źle czuje i ma jazdy hormonalne, poza tym już długo jest z Bryan'em więc mogli już ze sobą spać.
- Co Ty gadasz? Matka to ją z domu wywali! - powiedziałam z lekko podniesionym głosem bardzo zdziwiona.
- A tak z innej beczki to ona tylko chciała abyś wybaczyła Cody'iemu. Z resztą ma te hormonalne jazdy.
- Hmm... Okey, było minęło wybaczę jej.
Nagle chłopaki podejrzanie ucichli i w pewnym momencie złapali nas za nogi i ręce i wrzucili do basenu, wtedy przyszedł Harry z prowiantem dla Niall'a, który dosłownie w dwie sekundy rzucił się na niego. Louis i Zayn w tym czasie rzucili się za nami do basenu. Niall zaczął się opychać jak świnia, a Liam poklepał go po plechach, przez co z ust Niallera wypadło kilka kęsów. 
- Eeej... - wybrzdąkał z pełnymi ustami
- No co? Żresz jak świnia, jeszcze byś się udławił.
- Tak, tak - powiedział sarkastycznie i pokiwał głową.
    Gdy Harry to zobaczył zaczął się strasznie śmiać, a jeszcze jak zobaczył moją nieudaną próbę wejścia na dmuchaną marchewkę popłakał się. Musiało to epicko wyglądać - robiłam jakieś salta i kilka razy zaliczyłam "skok na blachę" .
    Po kilku godzinach wszyscy odpuściliśmy sobie basen i wróciliśmy do pokoi. Po drodze odeszłam na chwilę zamówić obiad do pokoju, Harry poszedł za mną.
- Słuchaj.. Nie miałabyś ochoty dzisiaj wyrwać się stąd? - zapytał
- Co masz na myśli?
- Mały spacerek.
- Z wielką chęcią, a o której ?
- 21:00 koło basenu.
W tym momencie rozmowę przerwał nam Niall.
- Siemka, co zamawiacie?
- Dla Ciebie podwójną porcję sandacza w papajach - powiedział Harry
- Ok dzięki, a tak przy okazji, idziecie dzisiaj z nami do kasyna wieczorem ?
Popatrzyłam na Harry'ego a on na mnie i tak jakby nasze myśli połączyły się.
- Ja nie mogę, muszę zadzwonić do taty, obiecałam mu i chcę mu wszystko opowiedzieć i dłużej z nim rozmawiać, rozumiesz?
- Tak, a Ty Harry?
- Yyy... Jaa... Ja zamierzam dzisiaj coś napisać, wiesz mam wenę, nie chce jej zmarnować.
- Dobra, trudno, idziemy bez Was. Jakbyście mogli to zamówcie mi jeszcze kurczaka.
- Całego? - zapytał Harry
- Jak dobrze mnie znasz - uśmiechnął się i puścił oczko po czym odszedł.
Zapłaciłam za potrawy dla mnie i Megan.
- Czyli będziemy się tak ukrywać?
- Oni zaraz by gadali, z resztą jakby się dowiedzieli, nie miałabyś spokoju, zaufaj mi.
    Rozeszliśmy się do pokoi. Cały czas myślałam o Harry'm i co będziemy robić tego wieczora. Bałam się, ze się w nim zakocham, nie chciałam znowu narazić się na cierpienie. Harry mógł mnie zranić jednak chciałam czegoś więcej. Kelner przyniósł zamówione jedzenie. Nie miałam apetytu. Zamiast jeść tylko się bawiłam widelcem.
- Jessie Faith, brak apetytu, rumieńce na twarzy, czy Ty się zakochałaś? - moje rozmyślania przerwała Megan.
- Nie, skąd ten niedorzeczny pomysł? Niby w kim?
- Harry'm? Louis'ie? Zayn'ie? Niall'u? Liam'ie? Napewno nie w kimś innym.
- Nie, wcale się nie zakochałam, a tym bardziej w chłopaku z 1D.
- To o czym tak myślisz?
- Bo... yy... - zaczęłam wymyślać jakieś wymówki - Bo jak rozmawiałam z Cody'im, widziałam jak cierpi. Twierdził, że mnie wciąż kocha. Zastanawiam się, czy mu nie wybaczyć, w końcu to Amber wykorzystała to, że był pijany i od początku sabotowała mój związek, co prawda nie zamierzam do niego wrócić, ale chociaż wybaczyłabym mu.
- WOW, nie spodziewałam się tego po Tobie.
- Są wakacje, nie chcę żeby się tym zadręczał. Ja się dobrze bawię, on też na to zasługuje. Już nie czuje do niego tej nienawiści, po obiedzie zaraz do niego zadzwonię.
    Przymusowo dokończyłam jeść i wróciłam do po przednich rozważań. Skończyłam i poszłam zadzwonić do Cody'iego. Szybko odebrał. 
-  Halo ? - powiedział, w jego głosie słychać było radość.
- Cześć ,słuchaj... Wybaczam Ci. Rozumiem, że to stało się pod wpływem alkoholu.
- Ty mówisz serio czy mnie wkręcasz?
- Na prawdę wybaczam. Ja się dobrze bawię, nie zamierzam Ci psuć wakacji przez Amber. Właśnie to przemyślałam. To tylko jej wina i choć nie będziemy już razem bo dziwnie jednak się będę czuła to jednak możemy znów zostać przyjaciółmi. Dogadywaliśmy się jak mało kto, nie chcę tego zaprzepaścić.
- Oczywiście! Rozumiem, dziękuję Ci bardzo za te słowa, ulżyło mi. Ciężko mi było z tym jak bardzo Cię zraniłam, jednak kiedy wiem, że znowu możemy być przyjaciółmi jestem bardzo, ale to bardzo szczęśliwy, ale ja nadal Cię kocham i być może nigdy nie przestanę, jednak postaram się pokochać Cię jak siostrę.
- Dzięki, muszę lecieć, trzymaj się.
- Pa, kocham Cię, nic nie mów, muszę się odzwyczaić. Pa - rozłączył się.
    Trochę dziwnie się czuję po tej rozmowie. Głupio mi było słuchać jego głosu, jednak wiem, że mogę się już z nim znów przyjaźnić. 
    Oglądałam telewizję aż do wieczora. Nie chciało mi się wychodzić. Megan wyszła z chłopakami. Upewniłam się, czy weszła do windy, ubrałam się i poszłam na umówione miejsce. Harry już na mnie czekał. Było to bardzo romantyczne, bo na ziemi leżał koc, na którym stał koszyk piknikowy i kilka świec.
- Miał być spacerek... - powiedziałam z uśmiechem na twarzy
- Zmieniłem zdanie, chciałem, żeby było wyjątkowo.
 Tylko się uśmiechnęłam i podeszłam do niego. Usiadłam a on nalał szampana do kieliszków i wyjął jedzenie. Chwilę posiedzieliśmy, ale zobaczyliśmy światło latarki zza jednej ze ścian. Szybko zgasiliśmy świece i spakowaliśmy wszystko do koszyka, ale ochroniarz zaczął iść w naszą stronę więc schowaliśmy się w krzakach zostawiając koszyk i jego zawartość. Spojrzeliśmy na siebie śmiejąc się po cichu z ochroniarza, który potknął się o koszyk i wywrócił. W tym momencie nasze usta połączyły się w pocałunku. To było niesamowite uczucie. Jeszcze niedawno oddałabym wszystko za taką chwilę jak teraz.
- Wiem, że tu jesteście! Wychodźcie! - zaczął się wydzierać poprawiając czapkę i podciągając spodnie za pasek niczym policjant z jakiegoś sitkomu. Harry złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Po cichu przemknęliśmy za plecami gliny i zmierzyliśmy w stronę tylnego wyjścia z kuchni jednej z restauracji. Harry cały czas trzymał mnie za rękę. Przebiegliśmy przez tą kuchnię uśmiechając się, strąciliśmy kilka garnków przez co kucharz zaczął nas gonić. Wybiegliśmy do restauracji i przemknęliśmy między stolikami. Wbiegliśmy do kasyna, pewnie dlatego, żeby zgubić tam strażnika i kucharza. Nagle wpadliśmy na Zayn'a i Liam'a.
_________________________________________
Mamy nadzieję, że się podoba. Opinie możecie zamieszczać w komentarzach, możecie też podawać linki do własnych blogów, z chęcią poczytamy, możecie też podawać pomysły do kontynuacji 'Love more than anything', uwzględnimy je w pisaniu kolejnych rozdziałów.

czwartek, 12 kwietnia 2012

Rozdział 8


~ oczami Megan ~
Od razu po zakończeniu rozmowy z Jess wybiegłam z pokoju i wpadłam na Styles'a
- Cześć, to Ty przyjaźnisz się z Jess?
- Tak tak tak - powiedziałam nerwowo
- Coś się stało ?
- Zgubiła się gdzieś w ciemnej okolicy i chyba ktoś za nią chodzi
- Jak kto gdzie jest ?!
- Nie wiem obok wysokiego budynku z anteną i migającym światełkiem . Podobno z daleka rzuca się w oczy .
- Hmm.....Wiem gdzie to jest ! Chodź ze mną .- Weszliśmy do jego auta , razem z  Louisem Tomlinson'em .Po 10 minutach wyjechaliśmy w ciemną ulice . Wyszliśmy z samochodu i rozdzieliliśmy się . Ja  z Louisem poszliśmy w stronę parku , natomiast Harry pobiegł w głąb ciemnej okolicy .
                                            ************************************
~oczami Jessie ~
Ten pijak cały czas mnie obściskiwał nie mogłam się wyrwać . Panicznie krzyczałam i płakałam . Miałam nadzieje że mnie nie zgwałci . W pewnym momencie jego ciało oderwało się od mojego i usłyszałam jak upada. Otworzyłam oczy i zobaczyłam zdyszanego Harry'ego . Z całych sił przytuliłam go .
- Bardzo mi głupio - powiedziałam łkając
- Dlaczego ? - zapytał zdziwiony
- Kilka godzin wcześniej było normalnie, spokojnie , teraz znowu uratowałeś mi życie , a ja nie wiem jak Ci się za to odwdzięczę .
- Nie myśl o tym teraz , nie musisz się odwdzięczać , ważne że nic ci nie jest .
-Muszę .
Nagle przerwał nam telefon Harry'ego .
-Halo?
-Nie możemy jej znaleźć ?
-Spokojnie jest ze mną , spotkamy się przy samochodzie . - wróciliśmy do auta i Meg rzuciła mi się na szyję . Poznałam się z  Louisem . Wsiedliśmy do samochodu wróciliśmy do Bellagio. Chłopcy odprowadzili nas pod same drzwi . Przytuliłyśmy się z nimi na pożegnanie . W trakcie uścisku z  Harrym , szepnął mi do ucha "uważaj na siebie ".
Weszłam do pokoju i położyłam się. spać .
   
      Umówiłam się z Harrym pod wieżą Eiffla . Zebrałam się i wyszłam . Czekał na mnie w garniturze . Podeszłam do niego a on złapał mnie w pasie . Zaczął mnie całować po szyi. Przyciągnął do siebie a ja objęłam go rekami . Nagle ulice opustoszały . Nie było nikogo wokół nas .
- Chodź ze mną - powiedział to i złapał mnie za rękę . Nagle usłyszałam strzał a Harry upadł . Wokół niego na chodniku pojawiła się plama krwi . Odwróciłam się i zobaczyłam Cody'iego trzymającego broń w ręku .
- Jeżeli ja nie mogę Cie mieć , nikt nie może . - Zaczęłam krzyczeć , gdy to powiedział .
 W tym momencie obudziłam się cała mokra i przerażona a nade mną stała Megan .
- Co się stało?
- Nic, to był tylko koszmar
- Co cie się śniło ? Opowiadaj .
- Więc ....- zaczęłam mówić .
Gdy skończyłam spojrzałam na zegarek . Była godzina 8:48. Nagle koś zapukał do drzwi .
~ oczami Megan ~
Chociaż byłam jeszcze w piżamie poszłam otworzyć drzwi , za nimi stał Louis .
- Cześć - powiedział z zacieszem - Chodzicie z nami na basen . Popływamy na mojej wielkiej dmuchanej marchewce .
- Z chęcią , ale nie wiem , czy uda mi się namówić Jessie po tych wszystkich zdarzeniach .
- Na pewno dasz rade w końcu się przyjaźnicie .
- Okey :) postaram się .
- Czekamy na was o 10 koło basenu
 Zamknęłam drzwi i podeszła do mnie Olivia .
 -Przepraszam was za moje zachowanie . Nie wiem co się ostatnio ze mną dzieje . Mam jakieś hormonalne jazdy i źle się czuje . Może to reakcja na nowe otoczenie , ale wracam dzisiaj z Cody'im do Cleveland . Przeproś ode mnie Jess .
- Jak wrócisz idź do lekarza i daj mi znać co się dzieje.
- Dobrze . Pójdę się spakować. Z resztą głupio będzie mi w związku z Jessie , bo to wszystko przeze mnie.
- Nie myśl o tym tak . To Cody'iego wina , ty chciałaś aby do siebie wrócili .
 - Dzięki idę się spakować samolot mam o 13:40. Ideę z Cody'im więc nie odprowadzajcie mnie .
 - Dobrze, powodzenia .
 Poszłam do Jessie namówić ją na basen .
~ oczami Jessie ~
Cały czas leżałam w łóżku . Nie chciałam wcale z  niego wychodzić. Nagle przyszła do mnie Megan
- Kto to był ? - zapytałam .
- Przyszedł Louis . Zaprasza nas na basen
- Nigdzie dzisiaj nie idę . Jeszcze  znowu mi się coś przydarzy . Chcę przez kilka dni odpocząć .
- Dobra rozumiem , nie będę cię zmuszać
- Dzięki , ale ty idź . Nie marnuj wakacji .
- Jesteś tego pewna?
- Tak, miłej zabawy .
- Dzięki zadzwonię po śniadanie i lecę się szykować .
 Nie minęło pół godziny i śniadanie dostarczono do naszego pokoju . Zjedliśmy je we dwie , Olivii nie było
- Gdzie Oli?
- Wróciła do Cleveland , źle się czuła . Musiała być wcześniej na lotnisku, dlatego już jej nie ma wraca  Cody'im ...
- I dobrze, dwóch zdrajców wraca razem .
- Nie mów tak .
-Okey .!
Zjadłyśmy . Ja wróciłam do łóżka , a Megan poszła przebrać się .
~ oczami Megan ~
Wyszła z pokoju i skierowała się w stronę basenu . Doszłam na miejsce . Chłopcy już siedzieli  w wodzie ,a  Louis pływał na swojej dmuchanej marchewce . Poznałam się  Zayn'em , Niall'em i Liam'em . Harry zaczepił mnie .
- A gdzie zgubiłaś Jessie? - powiedział żartobliwie
- Leży w łóżku , nie chce dzisiaj wstawać .
- Nie próbowałaś jej przekonać?
- Nie słucha mnie .
- Rozumiem, zaraz wracam . Pilnuj Niall'a żeby Louis'owi marchewki nie zjadł :)
- Dobrze - powiedziałam to i położyłam torbę koło leżaka , posmarowałam się kremem z filtrem i zaczęłam się opalać , ale Louis oczywiście ochlapał mnie woda i wrzucił do basenu .:)
 ~ oczami Jessie ~
Leżałam na łóżku i słuchałam muzyki z telefonu . Właśnie leciała piosenka System of a Down - Lonely day , którą zaraziła mnie Megan. Nagle ktoś zapukał do drzwi .
- Proszę - zaczęłam się drzeć , nie chciało mi się szczerze wstawać . Do pokoju wszedł Harry i usiadł koło mnie na łóżku z uśmiechem na twarzy . Wyłączyłam muzykę.
- Po co się tak kisisz ?. Dawaj na basen Smiley :)
- Smiley?
- Taką cie najbardziej widzę , uśmiechniętą .
- Dzięki ale nie mam nastroju .
- Trudno czyli nie mam innego wyjścia - wstał i zaczął mnie ciągnąć za nogę . W końcu upadłam na podłogę .
- Auć - wydałam z siebie cichy jęk przeplatający się z uśmiechem .
- Przepraszam Smiley , ale nie mam innego wyjścia .
- Ale jestem w piżamie .
- To idź się przebrać .
- Okey .:) Już idę .
- Mission complete ;D - powiedział żartobliwie.
Przebrałam się szybko i wyszłam . Po kilku minutach byliśmy koło basenu . Harry wziął mnie na rękę i skoczył ze mną do basenu . Panicznie się bałam , więc złapałam go za szyję . Gdy wypłynęliśmy zobaczyłam bezcenny widok Niall próbował zrzucić Louis'a z  marchewki a Liam i Zayn próbowali go odciągnąć najwyraźniej nie jadł niczego od 15 minut. Popływaliśmy gdzieś z pół godziny , gdy coś wpadło mi do oka . Wyszłam i siadłam na leżaku bo chciałam to wyciągnąć , Harry zaproponował , ze mi pomoże nachylił się nade mną a nasze spojrzenia się połączyły , wtedy doszło do pocałunku . Tamci nas nie zauważali byli zajęci ratowaniem marchewki . Nagle Harry odsuną się szybko.
- Przepraszam nie powinienem tego robić -powiedział speszony
- Dlaczego tak myślisz? -zapytałam zdziwiona zachowaniem chłopaka
- Właśnie się rozstałaś z tym kolesiem .
- To nie ma wpływu. Dzięki Tobie zapominam o tej całe sytuacji.
- Trochę mi lepiej - powiedział to i spojrzałam na sytuacje basenową  - Wiesz chyba skocze po coś do jedzenie dla Niall'a, chesz coś ?
- Nie , dziękuje .
W pewnym momencie przyszła Megan .
- I widzisz ? Tyle by cię ominęło , jednak muszę ci coś powiedzieć...

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Rozdział 7

    Przed moim pokojem siedział Cody, a obok niego leżały dwie torby. Odwróciłam się i poszłam w stronę schodów. Harry poszedł za mną.
- Kto to jest? - zapytał z troską w głosie.
- To Cody. Mój były. To on mnie zdradził...
- To on?!
- Tak. Przepraszam Cię, ale chcę zostać sama. Chyba pójdę się przejść.
- Rozumiem Cię.
    Gdy podeszliśmy do schodów przytuliłam Harrego i pocałowałam w policzek. On wrócił do siebie, a ja poszłam koło basenu i zaczęłam płakać. Nagle podbiegł Cody.
- Nie rozumiesz?! Prosiłam żebyś dał mi spokój! - Zaczęłam krzyczeć przez łzy.
- Ne mogę!
- Dlaczego?!
- BO CIĘ KOCHAM!
- Zraniłeś mnie!
-Żałuję tego bardzo! Nawet nie wyobrażasz sobie jak źle się z tym czuję!
- Też Cię kochałam, ale Ty przespałeś się z Amber! Dlaczego akurat z nią?! I to w moim domu! Daj mi spokój! Nigdy Ci nie wybaczę! Skąd się tu wziąłeś?!
- Olivia mi powiedziała...
- OLIVIA?!
- Tak...
    W tym momencie ustałam i chciałam po prostu odejść, ale Cody mnie złapał i zaczął przytulać. Próbowałam się wyrwać, ale to nic nie dało. Nagle spojrzałam na niego i dostrzegłam pojedyncze łzy spływające z jego policzków. Wiedziałam, że cierpi, jednak nie zmieniało to faktu, iż ja także cierpię. Nie było mi łatwo. Gdy tylko mnie puścił natychmiast odeszłam jak najszybciej. Nie wiem czy jestem w stanie mu narazie wybaczyć, ale niewątpliwie dobrze mi było w jego ramionach. 
    Nie umiałam zrozumieć jego toku myślenia. Zdradził mnie i oczekiwał, że będziemy dalej razem, że mu wybaczę kiedy przeleci Amber. Rozmyślając krążyłam po ulicach Vegas w nieznanych mi kierunkach, ale brnęłam dalej wewnątrz betonowej cywilizacji. Byłam załamana. 
    Po deszczu powietrze ochłodziło się. Z liści drzew skapywały na mnie osadzone kropelki powodując ciarki na mojej skórze. Niebo powoli wyłoniło się zza chmur odsłaniając księżyc, którego poświata nadawała ponury klimat w opuszczonej okolicy, w której się znalazłam. Nie wiedziałam jak wrócić. Błąkałam się bez celu nie zdając sobie sprawy z jakiegokolwiek zagrożenia. Przeraziłam się po jakimś czasie, gdy usłyszałam czyjeś kroki za mną. Gdzieniegdzie biegał kot przez opustoszałą ulicę. Latarnie gasiły się co jakiś czas z towarzyszącym temu dźwiękiem przechodzącego prądu. Z przerażeniem oglądałam się za siebie. Zaczęłam rozmyślać nad sensem mojego pobytu tutaj. Od samego przyjazdu napotykają mnie same przykre doświadczenia, oprócz spotkania z Harry'm - byłam wtedy szczęśliwa. Energicznie wyciągnęłam telefon. Była 1 w nocy... Nerwowo wpisałam numer Megan i zadzwoniłam.
- Gdzie Ty się podziewasz? - wrzasnęła przez telefon.
- Nie wiem... - powiedziałam niepewnie, cicho z przerażeniem w głosie.
- Jak to nie wiesz?! GDZIE POSZŁAŚ?!! 
- Cody przyjechał, nie chciałam z nim gadać, poszłam gdzieś. Po drodze myślałam o tym wszystkim aż znalazłam się tu. Nie wiem jak tu doszłam i tym bardziej nie umiem wrócić. Jest ciemno, boję się.
- Cholera, jest ktoś z Tobą?
- Nie, chyba nie... Nie wiem. Ktoś tu chyba chodzi.
- Jak wygląda ta okolica?
- Obok mnie jest wysoki budynek i kilka drzew. Na dachu budynku jest antena, na której miga czerwone światełko, z daleka powinno rzucać się w oczy. Pospiesz się...
    Cały czas pałętałam się w okolicy, ale nie odchodziłam za daleko. W pewnym momencie poczułam mocne szarpnięcie za ramię. Ten ktoś strasznie walił wódką, więc pomyślałam że był bezdomnym pijakiem. Złapał mnie za ramiona i mocno przyparł do ściany. Strach sparaliżował całe moje ciało...
______________________________________________
Trochę krótki, słaba wena. Myślę, że potem będzie lepiej. Miłego czytania...

czwartek, 5 kwietnia 2012

Rozdział 6

    Obudziłam się w czyimś pokoju. Głowa mnie potwornie bolała. Nie wiedziałam skąd się tu wzięłam. Na sobie miałam mokre ubrania. Nie pamiętałam niczego co się działo po tym, jak wybiegłam z restauracji. Zerwałam się z kanapy i rozejrzałam. Bałam się. Na stoliku obok łóżka leżała taca z jedzeniem. Chcąc wyjrzeć za okno odsłoniłam zasłonę. Promienie słoneczne oślepiły mnie na chwilę. Cholera... Było już rano. Zaczęłam nerwowo chodzić po apartamencie szukając wyjścia. Za drzwiami słyszałam chrapanie, czyli ktoś tu jest. W końcu znalazłam się w przedpokoju. Zaczęłam iść w stronę wyjścia, gdy nagle spostrzegłam szarpnięcie klamki, po czym drzwi się otworzyły. Za nimi stał Harry Styles. Przez głowę przemknęło mi tysiąc myśli jednak pierwsza była taka, że jestem nieogarnięta, mokra i rozmazana a ON tam stoi.
- Widzę, że już się obudziłaś - powiedział do mnie swoim seksownym głosem.
- Tak... - odpowiedziałam niepewnie. Nie umiałam z nim rozmawiać. Bardzo utrudniał mi to fakt, że stał w samych spodenkach, pewnie od piżamy.
- Dobrze się czujesz? - zapytał troskliwie
- Głowa mnie boli. Co się wczoraj stało? Skąd się tu wzięłam?
- Nie pamiętasz?
- Szczerze to nie bardzo. - odparłam lekko zmieszana
- Wpadłaś do basenu, a ja wskoczyłem za Tobą, ale straciłaś przytomność, a ja nie wiedziałem gdzie masz pokój, więc przyniosłem Cię do nas.
- Was?
- Są tu jeszcze chłopaki.
- No tak, słyszałam chrapanie.
- To pewnie Niall. Nie dość, że chrapie przez sen, to jeszcze się ślini - głupkowato się uśmiechnął - Jak się nazywasz?
- Jassie Faith. Dziękuję za uratowanie życia, ale muszę już lecieć. Na którym jesteśmy piętrze?
- 12.
- Też mam tu pokój. Muszę Ci się jakoś odwdzięczyć za uratowanie życia.
- To może pozwolisz po siebie wpaść o 19? Oprowadzę Cię. Jestem tu dość częstym gościem.
- Dobrze. Pokój numer 3159.
- W takim razie do zobaczenia. - uśmiechnął się szeroko
    Nie wierzę! Umówiłam się z Harry'm Styles'em! Co prawda lubię głównie ich muzykę, ale po rozmowie z nim zauważyłam to coś w jego oczach. Może to przez to, że jego głos tak nie mnie działa, sama nie wiem...
    Wbiegłam do apartamentu i zaczęłam piszczeć jak psychiczna, przez to obudziłam dziewczyny
- Co Ci się stało?! - Wydarła się z łóżka zaspana Megan.
Pobiegłam do niej do pokoju.
- Idę dzisiaj na spacer z Harry'm Sytles'em!
- Gratuluję, ale gdzie ty się do cholery podziewałaś całą noc?!
- U niego, to znaczy... - zaczęłam opowiadać jej całą historię.
- Musisz się ładnie ubrać. Nie wiadomo czy paparazzi was nie przyłapią.
- Ale co powiemy Olivii?
- Fakt. Pewnie poleci zaraz powiedzieć Cody'emu. I tak dzwonił wczoraj do mnie. Mam już tego serdecznie dosyć.
    Nie zorientowałyśmy się, ale Olivia pewnie pewnie stałą za drzwiami i wszystko słyszała, bo Cody i tak się o tym dowiedział i zadzwonił do mnie wieczorem. Przez cały dzień nie zamieniłam nawet z nią słowa. Nie chciałam jej znać po tym co mi zrobiła. Zajmowałam się sobą i szykowałam się pomału na spacer. Wzięłam kąpiel, zapowiadała się ciepła noc, więc założyłam letnią sukienkę przed kolano w beżowym kolorze, do tego brązowe baletki i długi łańcuszek, oraz bransoletki. Zrobiłam sobie delikatny makijaż pod kolor ubrania. Punktualnie o 19 usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam i ujrzałam Harry'ego. Miał na sobie brązowe rurki z krokiem, białą bluzkę bez nadruków, białe convers'y i granatową marynarkę.
- Pięknie wyglądasz. - powiedział z uśmiechem na twarzy.
- Dziękuję. Ty też - zawtórowałam mu uśmiechem. - Dokąd pójdziemy? - Zapytałam podekscytowana.
- Zabieram Cię na spacer ulicami Las Vegas.
Ponownie się uśmiechnęliśmy, a on uniósł delikatnie rękę sugerując, bym chwyciła go pod ramię. Wyszliśmy z hotelu bocznym wejściem, tak, by paparazzi nas nie zauważyli. Było bardzo ciepło, choć już zaczynało się ściemniać. Po drodze cały czas rozmawialiśmy i opowiadaliśmy o sobie. W międzyczasie spotkaliśmy. Harry zabrał mnie do parku. W budce kupił nam lody miętowe i siedliśmy na ławeczce. Stąd był piękny widok. Oświetlone ulice i budynki Las Vegas tworzyły miły nastrój. Zjedliśmy lody i poszliśmy dalej. Odruchowo spojrzałam w niebo. Nagle na policzek spadłą mi kropla deszczu. Momentalnie lunęło. Już chciałam uciec i się gdzieś schować, ale Harry złapał mnie za rękę i nie pozwolił odejść. Po chwili jednak delikatnie ją puścił i pochylił się w moim kierunku wyciągając dłoń w moim kierunku.
- Mogę prosić?
- W deszcz?
- A czemu nie? - Puścił mi oczko
    Zaczęliśmy tańczyć, rozmawiać i śmiać się z siebie nawzajem, bo trzeba przyznać, że to dość zabawnie wyglądał w mokrych, oklapniętych i prawie prostych lokach. Nie zwracaliśmy wagi na to czy inni na nas patrzą i co myślą. Nawet nie zauważyliśmy gdy ktoś zrobił nam kilka zdjęć, a tłum wściekłych fanek zaczął nas gonić. Harry złapał mnie za rękę i zaczęliśmy uciekać, choć uśmiech nie schodził nam z twarzy. Schowaliśmy się w jakiejś ciemnej uliczce pod daszkiem. Deszcze powoli przestawał padać, ale nadal delikatnie mżyło. Harry założył mi na ramiona swoją marynarkę. Chociaż była mokra, to przynajmniej nie było mi tak zimno. Wróciliśmy do hotelu. Weszliśmy do windy po czym wcisnęłam guzik z numerkiem 12.
- Dziękuję Ci za dzisiejszy wieczór. Było wspaniale. - powiedziałam
- Nie ma za co. To była czysta przyjemność - Odpowiedział.
    Wyszliśmy z windy i rozeszliśmy się do siebie. Poszłam do pokoju, ale dziewczyn nie było. Zapomniałam mu oddać marynarkę, więc przebrałam się w coś suchego i postanowiłam mu ją zanieść. Niepewnie zapukałam do drzwi.
- Tak?
- Zapomniałam Ci oddać marynarkę. Co prawda jest jeszcze trochę mokra, ale wolałam Ci oddać od razu.
- Dzięki. Wejdziesz?
- Z chęcią. I tak bym była sama w apartamencie, bo moich przyjaciółek nie ma, a właściwie to już tylko jednej przyjaciółki i tej drugiej.
- Weszłam do apartamentu i usiadłam na ogromniej kanapie.
- To dość długa historia. Gdzie są chłopaki?
- W kasynie, mamy czas. Opowiadaj.
- Jak przeniosłam się do Cleveland poznałam chłopaka. Byłam z nim 8 miesięcy, a on zdradził mnie na mojej imprezie z okazji zakończenia szkoły. - w moich oczach automatycznie pojawiły się łzy - Chciał mnie zgwałcić, ale wyrwałam mu się, więc przespał się z moim wrogiem na dodatek w mojej sypialni. Jedna z moich "przyjaciółek", Olivia, cały czas wypytywała się mnie o niego i pisała mu to wszystko w sms'ach. Staram się o tym zapomnieć, ale ona przypomina mi o tym zadając ból i jeszcze ma czelność z nim o mnie pisać.
- Nie wiem co teraz powiedzieć. Ja bym się nigdy tak nie zachował, nie wiem jak można tak potraktować swoją dziewczynę.
- Ale nieważne, było-minęło. W ogóle zmieńmy temat. Co u Was? Planujecie jakiś koncert w Vegas, czy tylko przyjechaliście tu na wakacje?
- Planujemy koncert za tydzień, potem zostajemy do końca sierpnia, nasz manager powiedział, że się nam należą. - zaczął opowiadać o zespole, o sobie itd. Nasza rozmowa trwała do 23:30. Poczułam się śpiąca i pożegnałam się z Harry'm, ale on uparł się, że i tak odprowadzi mnie do drzwi. Wyszliśmy już z windy i skierowaliśmy się z w stronę mojego pokoju. Załamałam się. Miałam ochotę płakać, ale powstrzymywałam się przy Harry'm , nie chciałam robić przy nim scen z tego powodu. Nie mogłam znieść tego widoku.
______________________________________________
Mam nadzieję, że może być. Z okazji zbliżajacych się świąt życzymy wszystkiego najlepszego. W niedzielę nie dodam kolejnego rozdziału - święta z rodziną, tak więc mam małą propozycję. 5-10 komentarzy a dodam w sobotę lub poniedziałek; 0-5 w następny czwartek dopiero.

niedziela, 1 kwietnia 2012

Rozdział 5

    Po kilku godzinach męczącej drogi przywitały nas światła Las Vegas, na szczęście podróż umilała nam piosenka Elvis'a Presley'a - Viva Las Vegas. Przed wyjazdem rozmawiałam z tatą i polecił mi hotel Bellagio. Nie było problemu ze znalezieniem go. Jak dojechaliśmy, od razu zrobiłam zdjęcie moją lustrzanką:


Podjechałyśmy pod wejście, gdzie o dziwo stało wielu paparazzi. Parkingowy odjechał moim autem.
- Ciekawe skąd paparazzi dowiedzieli się, że jesteśmy w mieście - zażartowała Megan.
- Pewnie ktoś ważny prócz nas przyjechał do hotelu. - kontynuowałam
- Ktoś może być ważniejszy od nas? - dodała Oli.
Śmiejąc się weszłyśmy do hotelu kierując się w stronę recepcji.
- Dobry wieczór.
- Dobry wieczór. W czym mogę służyć?
- Mam rezerwację na dwa miesiące do tego najtańszego pokoju.
- Pani godność?
- Jessie Faith.
- Faith?
- Tak. Jakiś problem? Nie ma rezerwacji?
- Nie o to chodzi, ale czy przypadkiem Pani ojciec nie ma na imię Jerry?
- Tak, ale o co chodzi?
- Dzwonił do nas wspominając, że może się tu zatrzymać jego córka. Zapraszam za mną.
Ze zdziwieniem popatrzyłam na dziewczyny i udałyśmy się za recepcjonistką. Weszłyśmy do windy i pojechałyśmy na 12 piętro. Wyszłyśmy i podeszłyśmy do pokoju numer 3159. Odźwierny otworzył nam drzwi. To był piękny, OGROMNY, luksusowy apartament. 
Pokój Jessie
Pokój Olivii

Salon

Pokój Megan
Widok z okna
 To była chyba jakaś pomyłka. Nawet na tydzień nas wszystkie razem wzięte nie będzie na niego stać.
- Witamy w Bellagio. Miłego pobytu.
- Przepraszam, ale to chyba jakaś pomyłka.
- Nie, Pani ojciec dokładnie sprecyzował, który pokój ma Pani dostać.
- Nadal nie rozumiem co do tego wszystkiego ma mój ojciec.
- Jak to? Przecież jest współwłaścicielem tego hotelu.
Stanęłam w szoku, po czym usłyszałam jeszcze głos
- W razie potrzeby proszę zadzwonić do recepcji. Koło telefonu leży kartka z informacjami, atrakcjami, menu etc.
- Dziękujemy. - ledwo wykrztusiłam dalej stojąc oszołomiona.
- Nie mówiłaś nam, że Twój ojciec ma hotel w Vegas... I do tego taki... - powiedziała zaskoczona Megan.
- Ja nawet nie wiedziałam...
Natychmiast zadzwoniłam do ojca domagając się wyjaśnień.
- Halo?
- Cześć Jessie. Dojechałyście już?
- Tak, ale nie po to dzwonie.
- Chyba wiem po co...
- Tato, dlaczego to ukrywałeś?
- Nie byłem w Vegas od jakichś 19 lat. Nawet nie wiem jak to teraz wygląda. 20 lat temu z kuzynem otworzyliśmy Bellagio. Kiedy mama zaszłą w ciążę, wyjechaliśmy do Californi Cię wychować, ale nie pozbyłem się udziałów. Nadal je mam. Jak się dowiedziałem, że jedziesz do Vegas, zadzwoniłem do hotelu i załatwiłem apartament dla Ciebie i Twoich koleżanek. Macie dostęp do wszystkiego za darmo, a za resztę płacę ja. To na urodziny.
- Ale dostałam już samochód i pieniądze...
- To było dla Ciebie na lepszy start w Cleveland, a wyjazd jest na urodziny.
- Naprawdę?! Dziękuję! Kocham Cię!
- Ja Ciebie też. Miłej zabawy.
Odwróciłam się i zobaczyłam Megan i Olivię trzymające po dwie butelki szampana z głupkowatym bananem na twarzy.
- No co Wy?! Jeszcze nie otworzyłyście?!
Megan podała mi butelkę
- Czyń honory - powiedziała
Otworzyłam dla każdej po jednym. Wypiłyśmy zawartość butelek i nawet nie czułyśmy się pijane. Zgłodniałyśmy, więc postanowiłyśmy coś zjeść. Gdy weszłyśmy do jednej z hotelowych restauracji, zrozumiałyśmy, dlaczego pod hotelem stali paparazzi. Przy jednym ze stolików siedzieli chłopcy z One Direction. Salowa zaprowadziła nas do stolika. Nie mogłam w to uwierzyć. Posadziła nas zaledwie 4 stoliki od nich. Było mało ludzi, bo pewnie goście byli w kasynie, więc widziałam ich bardzo dobrze. Zamówiłam wołowinę Wagyu z Kobe, Megan wzięła homara, a Olivia Torafugu. Wzięłam jeszcze dla ns butelkę czerwonego Chateau Lafite.  Cały czas miałam wrażenie, że ktoś na mnie patrzy. Kelner podał nam dania i nalał wina. Ni stąd, ni zowąd Olivia zaczęła mnie wypytywać o Cody'iego.
- Dlaczego nie dasz mu drugiej szansy? - w tym momencie chłopcy wstali i gdzieś poszli. Wodziłam za nimi wzrokiem, gdy odchodzili, kiedy nagle Harry odwrócił się i przez chwilę nasze spojrzenia się spotkały. Samoczynnie posłałam mu uśmiech, lecz uświadomiłam sobie, o co zapytała mnie Olivia.
- Zdradził mnie. Nie rozumiesz? Gdyby Bryan Ciebie zdradził, dałabyś mu drugą szansę?
- Nie wiem, ale on Cię kocha. Przeleciał Amber po pijaku.
- Ale ja go już nie kocham! Zrozum to! Nie chcę o tym gadać! Nie psuj mi wakacji! Nigdy mu nie wybaczę!
- Okej, nie denerwuj się... Zaraz wracam... - wstała i poszła w stronę łazienki zostawiając swój telefon na stole. Nagle przyszedł jej sms'a. Miała strasznie głośny i długi sygnał wiadomości, więc chciałam go wyciszyć, ale niechcący odebrałam wiadomość i mimowolnie przeczytałam: 
- " Mam jeszcze u niej szanse? Co mówiła na mój temat? Odpisz szybko! - Cody "
Nie mogłam w to uwierzyć. Siedziałam zszokowana. Słyszałam tylko przytłumiony głos Megan. Zupełnie jakbym miała na głowie szklany klosz.
- Co Ci się stało? - pytała
W końcu wyrwała mi z ręki telefon Olivii i przeczytała wiadomość. Podniosła oczy i rzuciła spojrzenie pełne pogardy w stronę wracającej akurat dziewczyny. Gdy podeszła, wstałam i opierając ręce o blat stołu wydarłam się na nią nie zwracając uwagi na ludzi wokół nas:
- Dlaczego mi to zrobiłaś?! - Ze łzami w oczach wskazałam na telefon leżący przed Megan.
- Nie wiem o co Ci chodzi... - odpowiedziała zdezorientowana.
- Jasne! Jak zwykle nie wiesz! Piszesz z Cody'im o mnie!
- Skąd niby wiesz?! Grzebałaś mi w telefonie?!
- Niechcący zobaczyłam wiadomość od Cody'iego, a wcześniej się mnie o niego wypytywałaś! Nie rozumiesz co przechodzę, więc daj mi święty spokój!
   Niechcący potrąciłam kieliszek z winem, które wylało się na śnieżnobiały obrus. Zaczynałam czuć skutki uboczne wypicia butelki szampana i kilku kieliszków wina. Z płaczem wybiegłam z hotelu w stronę basenu. Napływające łzy rozmazywały mi obraz, a w dodatku włosy unoszone na wietrze oplatały mi twarz. W pewnym momencie poślizgnęłam się na mokrej podłodze i wpadłam do basenu. Opadłam na dno. Przez delikatnie otwarte oczy widziałam postać płynącą w moją stronę...